Usłyszawszy to, Rokiczana aż ręce załamała.

— Po co? zawołała, aby z ust moich to posłyszał, co mu przez was tyle razy mówiłam? Daremna to rzecz, bo mnie za żadne skarby świata nie kupi.

Z czemże jedzie?

Rawa nie chciał odkryć się z tem.

— Nie wiem, rzekł, lecz choćby tylko, aby wam w oczy popatrzeć, co za dziw?

— Tak! jemu to nie zaszkodzi pewnie — odparła wdowa z goryczą. Zabawi się, a co mnie potem spotka od swoich i obcych wymówek i szyderstwa, co ja będę musiała odpłakać za to i odboleć, wy tego nie liczycie! wam to wszystko jedno.

Myślicie, że gdybyście go w Pradze najlepiej ukryli, ludzie o nim wiedzieć nie będą? A co o mnie powiedzą, do której król potajemnie w odwiedziny przyjeżdża?

Zagniewała się i płakać zaczęła, a chustkę niosąc do oczów, i na Kochana spojrzeć nie chcąc, szła do drugiej komnaty — on za nią.

— Z czem król przybywa, nie moja rzecz — rzekł pocieszając ją, ale ja wam to tylko powiedzieć mogę, że jeśli — ten raz darmo przyjedzie... więcej go nie zobaczycie. Wiezie wam... ważne słowo!

Rokiczana podniosła oczy na niego.