Estera słuchała z uwagą.
— Ludzie i z tego co na mnie upleść gotowi — mówił dalej obruszając się. Więc słusznie was o obronę prosiłem.
— Sami się potraficie oczyścić — rzekła zimno.
Borkowicz zwolna swe zuchwalstwo odzyskiwał.
— Wam też nowa królowa niebardzo do smaku pewnie — rozśmiał się — królem się przyjdzie dzielić z nią, a dalibóg, piękną i młodą jest, urodziwą i urokliwą.
Zarumieniła się Esthera.
— Ja też — rzekła — precz z Krakowa pójdę.
Borkowicz rozśmiał się.
— A do króla gniewu nie będziecie mieli?
— Ani żalu, ani gniewu — odparła Esthera swobodnie — królowi syna potrzeba, daj Boże by go z niej miał...