Konradowa z początku osłupiała, lecz strach zaraz przemogła.
— Mówiliście z królową? — zagadnął wprost Borkowicz.
— Kiedy? jak? mówić miałam? — kwaśno odpowiedziała stara.
— Jak? kiedy? Przecie królowa w swojej komnacie nocowała, a wy byliście przy niej? — rzekł Borkowicz.
Kłamstwem zbyć się go nie było sposobu.
— Nie mówiłam z nią, bo mi na pierwsze słowo usta zamknęła i słuchać nie chciała... — zamruczała Konradowa, w którą starosta wpatrywał się pilno, badając oczyma poszlaki kłamstwa. W istocie, była mówiąc tak zmięszaną, że ją o nie posądzić mógł Borkowicz.
— Słuchać nie chciała! — powtórzył, — a! a! królowa słuchać już nie chciała!! Chybaście jej nie powiedzieli, że ja — widzieć się z nią muszę!!
Ochmistrzyni, nie odpowiadając mu, nadąsana, składała na stole rozrzucone niewieście przybory. Starosta czas krótki stał, czekając na to, co mu powie, aż zmęczony milczeniem pogardliwem wybuchnął.
— Myślicie mnie odprawić, jak natrętnego żebraka? co?.. Alem ja tu nie prosić przyszedł, a domagać się...
W Konradowej resztka strachu walczyła z gniewem, który rozpaczliwe położenie wzbudziło. Co miała począć?