Panosza stał nieruchomy.
— Nabroił on już dosyć — ciągnął po chwili. — To, co wiemy, starczy, aby go karać, a o czem nie wiemy, tego więcej jest jeszcze...
Postanowiłem go do więzienia dać... a reszta to już moja sprawa.
Panosza słuchał z uwagą wielką zadumany. Trochę zaniepokojony tem wojewoda, nie widząc żadnego znaku — poczekawszy chwilę, mówił dalej.
— Ja to wiem, że sprawa z nim niełatwa.
Ulubieniec potwierdził głową.
— Ale od czegoż rozum? — rzekł, uśmiechając się. Człek możny, koło niego tałałajstwa różnego dosyć, zbóje wszyscy, jego nie wyjmując, ale dla Panoszy wszystko to lekkie, byle chciał, będzie wiedział jak go osaczyć i napędzić do jamy.
Panosza na to nie dał żadnego znaku, zmarszczył się trochę wojewoda.
— Gadaj bo — odezwał się — coż ty myślisz?..
Ruszył ramionami spytany — i nie rychło bąknął.