— Posłano mnie do was, panie starosto, chociaż prawa nie mam powiedzieć, kto mi dał rozkaz i czyją spełniam w tem wolę. Pewnie dobrze wam życzyć musi i stać wysoko ten, co wam śle przezemnie ostrzeżenie.
Nowe na was zaskarżenia poszły do majestatu... jesteście obwinieni; wojewoda, wuj wasz zmuszony zostanie ująć was i dać do więzienia...
Borkowicz równemi nogami z łoża się zerwał.
— Mnie? ująć? mnie do więzienia wtrącić? Krzyknął na cały głos. — Stary dziad oszalał chyba! On, mnie!..
Ksiądz dał mu się wyburzyć.
Borkowicz zbliżył się doń, żądając wyjaśnienia natarczywie.
— Możecie ze mną począć, co się wam żywnie podoba — odparł proboszcz spokojnie — więcej nad to, co mi polecono, nie powiem wam.
— Kto polecił? — domagał się Maciek.
Ksiądz milcząc, głową potrząsł.
— Nie może być, aby niedołędze temu takiej się rzeczy zachciało, która jest nad jego siły! zawołał Maciek. Chcą mnie tylko nastraszyć, ludzi mi rozpędzić, zmusić może do głupiej ucieczki, abym to stracił, na co lat kilka pracowałem; to zdrada! to podstęp!