Natałka ze spuszczonemi oczyma siedziała i słuchała.
— N. Panie — odezwała się sucho — mogę mu oszczędzić przykrego i nudnego tłómaczenia, ja z góry wiem, czego będziecie żądać odemnie, Grzybowska mię przygotowała: mam być panią kasztelanową i stanąć na równi z tamtemi.
— Ale to stosunków naszych nie rozerwie, dziecko moje, owszem, ściślejszymi i łatwiejszymi je uczyni, chciej to zrozumieć.
— Rozumiem doskonale.
— Uczyniłaś dla mnie poświęcenie, dopełnij go.
Czekał odpowiedzi, nagle płacz i łkanie słyszeć się dały. Natałka zakryła sobie oczy chustką, wybuchnęła; zachodziła się, rzuciła na kanapę w stronę przeciwną i drżała cała, chustką w usta ściśniętą tłumiąc jęki, które się z niej dobywały.
Król obłąkanym wzrokiem powiódł do koła, jakby szukając ratunku, nie wiedząc co począć; wzruszenie Natałki udzieliło mu się i twarz jego mieniła. Ręką nieśmiałą ujął dłoń jej, leżącą na twarzy i głosem cichym przywoływał do przytomności.
— Dziecko moje, ale opamiętajże się, uspokój, ja nic nie żądam; niech wszystko zostanie jak było, ja takich lamentów znieść nie mogę, to mię zabija.
Jakkolwiek stłumione, płacz i jęki musiały znać dojść do uszu matki, która od drugiego pokoju drzwi uchyliła, naprzód powoli, a potem rzuciwszy niemi, nie patrząc na króla, do córki przypadła, tuląc ją ku sobie.
Poniatowski wstał żywo.