Ces amours de paravent et d’antichambre, c’est honteux!

— Mogę ci zaręczyć, że w tej chwili zupełnie jest niewinnym.

Ruszyła pani jenerałowa ramionami.

Dites-le a qui vous voudrez, ale nie mnie, j’en sais quelque chose.

— A ja, jeśli nie więcej, to przynajmniej tyle co wy — rzekł Szydłowski. Co było, a nie jest...

— To się pisze w rejestr — przerwała jenerałowa — i rejestra grzechów tworzą się z tego ogromne, o których zapomnieć trudno.

— Tak, kobiety nie zapominają nigdy, należy to do ich przymiotów — uśmiechnął się Szydłowski i odszedł powoli.

W ciemniejszym kątku sali, wezwany tego dnia dla pokazania kartonu do obrazu, który miał malować do kaplicy w Siedlcach dla pani hetmanowej, stał Plersch, położywszy swój rulon na krzesełku. Kazano mu czekać, nie śmiał się więc oddalić, a był w położeniu dosyć nieprzyjemnem, bo nikt z nim nie mówił i nikt się nie zbliżał do niego. Mógł się bezpiecznie przypatrywać, zbierać wzorki i ziewać niepostrzeżony.

Przez litość jakąś, błądząca po salonie marszałkowa przysunęła się do niego.

— Jak się masz, panie Plersch, a cóż, zdrów już jesteś?