— Dziękuję pani hrabinie, dosyć.

Przybliżyła się jeszcze i cicho zapytała go, oglądając się do koła.

— Wiesz o losie tej Ukrainki, którą to dla mnie malowałeś w Kaniowie?

— Trochę — rzekł Plersch — wyszła za mąż. Mam nawet szczęście znać kasztelana, który się jej mężem nazywa — dodał z małym przekąsem artysta — i mam zaszczyt też zajmować się właśnie jego portretem, po którym ma nastąpić odpowiedni samej pani.

Marszałkowa stłumionym śmiechem przerwała mu:

— Ale bo nic chyba nie wiesz, panie Plersch...

— Jak to? dziś kasztelana widziałem...

— I nic nie mówił?

— Owszem, wiele o sobie i swej przyszłości.

— I o żonie?