— I poszła za was? — spytała nieostrożnie Grzybowska.
Kasztelan się zżymnął.
— Nie jestem tak stary — odparł — a żona moja rozsądna bardzo. Na dworze by ją tylko pokazać, da sobie rady, bo jej pilno, i ambicyjkę ma, jak ja. Ja nic nie chcę, byle ją tylko N. Pan zobaczył, reszta przyjdzie sama.
Począł się śmiać; wtórowała mu Grzybowska, ale ręce od wszystkiego umyła.
Czy dostąpił tego zaszczytu pan kasztelan, którego pragnął, nie umiemy powiedzieć; historya o tem milczy.