Nazajutrz rano zapowiedziała Kunigasowa powrót do Pillen z rana.
Łoże dla niej z liści usłane było pod namiotem, Margerowi ludzie przygotowali drugie, szałas skleciwszy obok z gałęzi. Wróciwszy tu, chłopiec, siadł zamyślony; sen go nie brał. Matka straszna, groźna, choć kochająca, której rozkazów słuchać był zmuszony, stała mu na myśli wraz z Baniutą, której ostatni krzyk w uszach miał jeszcze.
Kazano mu się jej wyrzeknąć?.. miałże być posłusznym?
Nieświadomy, co go czekało w Pillenach, nie wiedział, jak radzić sobie. Baniuty chciał koniecznie, choćby matka jej broniła mu. Był przecież mężczyzną, powinien był mieć swą wolę.
Tęsknica straszna po utraconej dziewczynie, z którą odbyta droga tak ich zbliżyła ku sobie, nie dawała mu ani pomyśleć o spoczynku.
Wyjrzał ze swego szałasu: ludzie spali pokotem dokoła, ognie pogasły. Noc była ciemna, choć gwiaździsta. Księżyc wschodził późno.
Marger wyszedł spod budy i siadł odetchnąć chłodniejszym powietrzem, bo się dusił w zamkniętej szatrze. Cisza wielka leżała na dolinie i niestrudzone słowiki tylko w lesie śpiewały. Poza dębem ognisko święte, jakoś przygasłe, uśpione także, maleńką czerwonawą łuną się zdradzało... Tam gdzieś musiała być Baniuta, strzeżona przez Wejdalotki.
Ona tam tęskniła za nim, jak on za nią; może spodziewała się, że ją wyzwoli.
Litwinowi żadnemu zuchwała myśl by była nie przyszła odbierać tę ofiarę od ołtarza. Mężczyznom na staję do zagrody dziewcząt, stróżek ognia, zbliżać się nawet nie było wolno. Perkunas karał śmiercią zuchwałych.
Lecz dla wychowańca Krzyżaków czymże był ten drewniany kloc i te barbarzyńskie świętości??