Począł się więc obrzęd pogrzebowy, wedle prastarego obyczaju.

Złożono zwłoki na zwykłej pościeli, która się teraz stała — śmiertelną (patałas) — wtoczono beczkę alusu i otwarto drzwi, aby wszyscy nieboszczyka mogli raz ostatni pozdrowić.

Stare niewiasty poczęty obmywać ciało i wdziały na nie długą koszulę, z dawna przygotowaną, włożono mu wiżos (chodaki) na nogi i posadzono trupa na ławie, w rogu izby, ostawiwszy pałkami, których dawniej w boju używał, a dziś one go podtrzymywały.

Tłum ludu stał dokoła starca, czerpał z beczki, przepijał do nieboszczyka i śpiewał:

— Pijemy do ciebie, panie miły, dlaczegóżeś umarł? czemuś nas osierocił?

Każdy po swojemu pozdrawiał, nucił i zwrotkę kończył jednakowo:

— Dlaczegoś umarł? czemuś nas osierocił?

— Nie miał żeś co pić, co jeść? nie byłoż dostatku w domu? nie było ci służyć komu? Dlaczegoś umarł? czemu żeś nas osierocił?

— Nie miałżeś odzienia, sprzętu, pełnych skrzyń i zasieków? na czym ci w domu zbywało? Dlaczegoś umarł? czemuś nas osierocił?

— Nie miałżeś dzieci ukochanych, żony w domu? sług dostatkiem, druhów i braci, co cię kochali? Dlaczegoś umarł? czemuś nas osierocił?