— W tym stroju! ty!

— Ty mnie nie zdradzisz, odezwała się w końcu Laura, spoglądając na towarzyszącą jej Lassy, czekaj chwilę...

To mówiąc, zbliżyła się do towarzyszki.

— Idź pani sama do kasztelanowej, ja dziś być nie mogę, przeproś ją... jutro... Idź...

— A ty? spytała Lassy.

— Ja muszę powrócić do domu, ośmielając się dodała Laura; nie lękajcie się o mnie...

Wielce zaciekawiona i dosyć nierada z tego wypadku, Lassy była zmuszona odejść... oglądając się na Laurę, która pośpiesznie zawróciła ku domowi, wiodąc za sobą Honorego. W drodze nie mówili słowa... Laura wprowadziła go do domu przy ulicy Długiej, zostawiła na chwilę w pokoju i poszła zmienić suknie, których się przed nim wstydziła... Honory tymczasem rozglądał się po mieszkaniu milczący i niespokojny... Drzwi się otworzyły nakoniec, Laura zarumieniona weszła ubrana jak była w Borowcach, w skromnej sukience czarnej, podała rękę Honoremu.

— Nie dziwuj się, odezwała, nie łaj mnie, i, nie sprzeciwiaj się... Widzisz, żem się zaawanturowała; byłam do tego zmuszona. Uciekłam z Borowiec, nie mogłam tam pozostać... To straszne widmo roszczące sobie prawo do nazwiska matki... chciało mej zguby... szło ze mnie życie. Pieszczone dziecię, nie mogłam wytrzymać męczarni, nie chciałam walki, głowa mi się zawróciła. Uszłam, nie powrócę. Byłeś z nami, widziałeś co się działo i gotowało, tłómaczyć się nie będę. Musiałam wziąć suknię męzką, a tę łatwiej jest przywdziać niż zrzucić...

Honory słuchał milcząc, Laura zapalała się mówiąc:

— Jestem zgubiona, prawda? nie mam nic do stracenia! Tak ludzie powiadają; nie stoję o to, jestem wolna od tego upiora...