— Ale ojciec wasz! ojciec! zawołał Dobek... ojciec, który mnie posłał szukać was!
— Biedny mój, drogi, kochany ojciec! westchnęła Laura. A! gdyby chciał życia, dałabym mu je... a męczyć się tak codziennie nie nauczył mnie, nie umiałam, nie mogłam...
Jeśliś przybył mnie namawiać do powrotu, jeśli, dla mojego dobra niby zechcesz mnie zdradzić, bracie, to próżno! prędzej śmierć poniosę, niż dam tej kobiecie znęcać się nad sobą... niż się dam nakłonić i ująć. Zdradzona przebaczę ci, lecz nie przeżyję tego...
— Kochana siostro, odezwał się Honory, mówmy spokojniej. Znasz moje przywiązanie do siebie, nie możesz się obawiać mnie, bo wiesz, żeś panią nademną. Ojciec twój polecił mi szukać ciebie, nic więcej; odmówić mu tego nie mogłem, wyjechałem. Szczęśliwy traf, gdym zwątpił już, dał mi najprzód wpaść na trop twój, spotkałem Munię w ulicy...
— Ach! zawołała Laura, jam niewdzięczna sprzedać ją musiała.
— Teraz, niespodzianie spotykam ciebie. Nie odpędzaj mnie, posłuż się mną... myślmy co począć.. róbmy zgodnie.
— Najlepsze ze wszystkiego, rzekła Laura podając mu ręce, to, że ja ciebie widzę... Namyślimy się potem co czynić. Dziś, jam szczęśliwa z ciebie!
Honory patrzał jej w oczy, w których niby łza się błąkała... zamilkł, pocałował ręce.. odstąpił nieco... i dokończył cicho:
— Rozkazuj.
— Rozkazuję nic nie mówić o rzeczach, które tłoczą boleśnie; daj mi się sobą nacieszyć.