Rozśmiała się.

— Nie mów już nic więcej, rzekła, bo nie masz co powiedzieć, bo nie ma nic... Ponieważ zgubiona jestem, chcę ginąć wesoło. Mówiłam ci co mi w duszy tkwi: nieszczęśliwi bawić się muszą... Jedź więc, jedź — i nie dowiaduj się o mnie, aby ci się serce nie krwawiło, abyś nie wstydził się za mnie. Pogrzeb i ty tę Laurę, którą poznałeś w Borowcach, i odmów za nią czystemi usty paciorek...

— Tak, mój Honory, tobie co prędzej jechać potrzeba, na ciebie czekają ci, co do ciebie prawo mają, a ja nie mam żadnego — niestety! Im dłużej tu pobędziesz, tem mi przykrzej, trudniej będzie rozstawać się z tobą... Jedź więc...

— Myślisz, że to tak łatwo, odezwał się Honory, kochającemu sercu patrzeć jak tonie to co się kocha, stać u brzegu i odejść... w chwili, gdyby się życie dało za uratowanie...

— Życie? mój Honory, nie mów tego! życie do ciebie nie należy, a ja też nie pozwolę, abyś ty topił się dla mnie... A, wierz mi, ja potrafię zginąć czysta... choćby oplwana. Mam coś w sercu, co mnie od złego broni... Cóż, że ludzie szarpać mnie będą i potwarzać? kogoż oni nie zbrudzą, aby do siebie uczynić podobnym? Posłyszysz może co złego o mnie żem płocha, żem niegodziwa, nie wierz temu proszę. Nieszczęśliwąbędę, szaloną może... zepsutą, nie. Bawić się będę ludźmi! Co mi tam!

— Tak tylko mówi, moja Lauro, kto świata nie zna, a sobie nadto ufa, odparł Honory. Któż zaręczy, że cię nie wciągną, nie upoją, nie zepsują?...

Laura zamilkła... siedziała z brwią namarszczoną...

— Nie mówmy już o tem, bracie, odezwała się żywo; przyśpiesz twój wyjazd... Byłam ci rada, chciałam okraść chwil kilka z życia twojego, teraz się wstydzę tego i jak grzechu żałuję. Ty — jedź — jedź!

— Nie mogę... rzekł cicho chorążyc: chciałbym, odjechać cię tak nie mam siły... Nie mogę... oszalałbym myśląc co się tu z tobą dzieje...

— Ty musisz jechać! przerwała Laura... jesteś doprawdy okrutny! Wiesz, że cię kocham... z każdą chwilą swobodnie będąc tu z tobą przywiązuję się mocniej, na zawsze zostać zemną nie możesz... jedź więc... jedź!