Starej odechciało się jeść, widząc jak Laura dziwaczyła... obawiała się, aby przez nią nie miała jakiego kłopotu... Przechadzka, na którą zwykle szła z przyjemnością, teraz nie wabiła jej wcale, nie mogła jednak odmówić.
W chwilę zjawiła się ciemno ubrana, w kapelusiku nasuniętym na czoło Laura, a że pora była chłodna, w płaszczu, który bardzo zręcznie drapować umiała. Pięknie jej było w tym stroju, do którego tak nawykła, iż z ruchów nikt w niej kobiety poznać nie mógł. Wieczór był pogodny, ale posępny, po upałach odświeżone nieco powietrze wywabiło mnóztwo osób na przechadzki, do ogrodów.
Laura skierowała się ku aleom... tu tłok był prawie największy powozów i konnych, mnóztwo osób kierowało się ku Łazienkom królewskim... Zaledwie uszli kilkadziesiąt kroków, gdy tentent dał się słyszeć za niemi i głos je pozdrowił. Laura spojrzała i zobaczyła Georges’a, który dogonił je siedząc na Muni.
Zobaczywszy ją, kawaler grzeczny natychmiast zsiadł, i prowadząc za sobą konia, przyszedł powitać. Laura ani spojrzała na niego, lecz rzuciła się do swej faworyty, wołając ją głosem, który poczciwe stworzenie poznało, zaczęło ją wąchać, chwytać wargami jej płaszcz i rżeć z radości... Laura całowała ją po główce i pieściła.
Georges stał, patrzał, a może rad był, iż mógł jej zrobić przyjemność, a sam zbliżyć się przy faworycie...
Nierychło potrafiła Laura przemówić.
— Dziękuję panu, rzekła. Miałam prawdziwą radość z widzenia starej mojej przyjaciółki... Nie męcz jej pan, szanuj... ona jak ja, była niegdyś kochana i pieszczona, surowe obejście bolesne jej będzie, ona, jak ja jest dziś wśród obcych...
— Jeżeli pani każesz, zawołał Georges, to nigdy na nią nawet siodła nie włożę... nie wyjadę...
— Ja nie rozkazuję nic, proszę.. rzekła, bardzo mi żal tej Muni biednej, której niegdyś tak dobrze było...
Stali przy koniu jeszcze, gdy aleami zbliżył się powóz ciągnący snadź ku Łazienkom; siedziała w nim kasztelanowa z siostrzeńcem... i jak tylko zobaczyła Wawrka Borowieckiego, kazała zwolnić koniom... Laura zobaczyła ich, szalona myśl przyszła jej do głowy.