— Kawalerze Georges, pożycz mi Muni na pół godziny...

Posłuszny chłopak podał strzemię, Lassy krzyknęła z przestrachu, Laura siedziała na siodle i zręcznie kierując Munią, zbliżyła się na niej do powozu kasztelanowej, który się właśnie miał zatrzymywać. Zamyślony hrabia zobaczywszy łeb koński przy powozie, podniósł głowę zwolna i spotkał się oko w oko ze spojrzeniem Laury.

Twarz wczoraj widziana przy świetle wieczornem, której rysy głęboko mu się wyryły w pamięci, zjawiająca się tąż samą a zupełnie inną razem, z wyrazem nowym, w stroju i z postacią tak odmienną, wyrwała mu okrzyk podziwienia. Kasztelanowa śmiała się do rozpuku.

— Cóż to jest? krzyknął hrabia Artur, czy wczoraj była prawda, czy dziś? odchodzę od zmysłów...

Laura zrobiła minkę szyderską...

— Nie mam przyjemności znać towarzysza pani kasztelanowej, odezwała się patrząc ciągle na hrabiego, lecz odgaduję, że wczoraj zapewne widzieć musiał siostrę moją, która tak jest do mnie podobna... i to zapewne podziwienie jego obudza...

— Siostrę! siostrę! zawołał hrabia Artur, to była... siostra pańska?...

Śmiech kasztelanowej, którą to nadzwyczaj bawiło, nie dał jej wtrącić słowa. Hrabia Artur patrzał i napatrzeć się nie mógł, porównywając obraz, który uniósł w pamięci, z żywą postacią stojącą przed nim.

— Ale cóż za nadzwyczajne podobieństwo! Twarz, wzrok, głos, nawet ruchy...

— Niech państwo jadą, odezwała się Laura, ja nie chcę ich wstrzymywać i przeprowadzę kilkadziesiąt kroków...