Powóz się ruszył, dziewczę zręcznie puściło konia, i udrapowawszy się płaszczem, w kapelusiku na bakier, przejechało na stronę kasztelanowej... Artur ścigał oczyma zagadkę, nie mówiąc nic, zadumany. Jakiś czas biegła tak schylona ku ciotce, rozmawiając z nią Laura, skłoniła się i z równą zręcznością zwróciwszy konia puściła się nazad galopem.

Przez cały ten czas hrabia patrzał milczący.

— Wie ciocia, rzekł, żem jak żyw nie widział takiego podobieństwa...

— Ani ja! śmiejąc się odparła ciotka.

— Więc teraz i nazwisko tego jegomości, który ma tak ładną siostrę, wiedzieć już mogę?

— Ten pan nazywa się Wawrek Dobek Borowiecki... szlachta to majętna na Polesiu...

— I cóż tu robi z siostrą?

— Prawdziwie nie wiem, odparła kasztelanowa...

— Drobna szlachta? zapytał hrabia zamyślony.

— Zdaje się, że ludzie majętni, z obyczaju i wychowania to widać... a z charakteru znać szlachtę, bo fantazji wiele.