Książę słuchał.

— Więc istota... niewinna, skromna, cnotliwa.... rzekł, tylko rozbujana! Ja to lubię... młodość i wielką fantazję. Lecz — czem ją przywabić? czem się jej przypodobać? jak ją sobie ująć? czy nie możnaby skłonić, aby się u mnie ukazała? Dałbym dla niej taką fetę z fajerwerkiem, illuminacją, wieczerzą w grocie... jakiej jeszcze nie widziano.

— Mości książę, odezwała się Lassy: jest to tak niezwalczony, energiczny charakter, że namówić jej na nic w świecie nie można... Niech się książę stara sam, pozna, prosi. Któż wie?

— A tak podejściem ją ściągnąć? zapytał książę Andrzej.

Lassy kiwnęła głową.

— Proś pan kasztelanowej chyba, ażeby ją z sobą przywiozła, rzekła po chwili. Wczorajsze przedstawienie może księciu dać pretekst do odwiedzenia jej.

— Z prezentem? ale jakim? zapytał książę; ja nie pożałuję!

— Ale ona i szpilki nie przyjmie! rozśmiała się Lassy.

— To źle! Cóż ma pieniądze?

— Zdaje się, że z domu ich zapas wziąć musiała, bo wcale nie oszczędza.