— Ja księciu radzić ani odradzać nie mogę; wy mężczyzni lepszy instynkt macie!

— Tak! gadanoby po całej Warszawie o tem zwycięztwie, toby mi było bardzo przyjemnie... dodał jakby sam do siebie książę.

Lassy ruszyła się na kanapce, stoliczek zaimprowizowany drgnął i poszedł się schować pod posadzkę.

Ta pierwsza sztuczka naśladowana z tysiąca nocy, nie zadowoliła księcia... Z okna gabinetu widać było ogród.

— Widziałaś mój ogródek? spytał książę.

— Dawniej...

— A! bo teraz bardzo wiele ładnych inwencji przybyło... Chcesz wyjść trochę zobaczyć, hę?

Lassy odmówić nie mogła, wiedząc jaką przyjemność czyniły księciu pochwały... Zaledwie się zgodziła, książę pocisnął guzik w ścianie od ogrodu i ściana posłuszna rozsunęła się zostawiając wolne przejście.

Tuż była galerja ostawiona kwiatami, schodki kamienne wiodły z niej ku ogrodowi najdziwaczniej pokrajanemu, na sypane wzgórki i kopane sadzawki... Na nich pływały mikroskopijne okręty, stały domki chińskie dla Lilliputów i mostki filigranowe... Drzewa skarłowacone okrywały je cieniem chudym...

— Szczególniej chcę ci się moją wodą pochwalić, rzekł książę, bo mi ją od Wisły machina hydrauliczna djabelnie mądra prowadzi... Chodźmy na wysepkę, ztamtąd ją obejrzymy najlepiej.