Lassy się rozśmiała.

— Za nic nie ręczę; mówię jak jest; książę niech sam szuka środków...

— Ale mi pomagać będziesz, przerwał książę wsuwając jej w dłoń jakiś pakiecik, który Lassy prędko skryła pod płaszczykiem — i nikomu więcej.

— Czy się to zda na co? nie wiem; lecz że gorliwie będę popierała...

— A innych staraj się, usunąć. Któż tam jest?

— Nie ma nikogo! rozśmiała się Lassy; dzika jest. Rozkochała swego stryjecznego brata i odpędziła go precz. Oszalał dla niej chevalier Georges, wychowaniec hetmana, odprawiła go z niczem. Z hrabiego Artura w oczy się śmieje.

Książę ręce załamał.

— To okropna kobieta!

Po namyśle dołożył:

— Asindźka jej naprzód wytłómaczysz, kto i co za jeden jestem, bo gotowa i tego nie wiedzieć; potem ja będę z wizytą i przyniosę z uwielbieniem, bukiet... lub wieniec opleciony złotym łańcuchem... hę?