Zaczęła się śmiać smutnie i dziwnie.
— Nie mogłam więc wam służyć wczorajszego wieczoru, bo mnie szpiegowano... Jestem dotąd pod wrażeniem gniewu Pobożanina, który gdy zechce, jutro mnie odprawić może, wmówiwszy hetmanowi, że się tu na nic nie zdałam.
— Bardzo dobrze, zawołała Laura, zatem jesteście wolni i jedziecie ze mną do Warszawy!
— Ja? z wami? cha! cha! zaczęła się śmiać aktorka... i będą mówili, że mnie dwudziestoletni chłopaczek wykradł!! Ach! na prawdę, toby było prześlicznie, ale cóż dalej? co zrobisz ze mną? Ja jestem biedne stworzenie, które inaczej na chleb powszedni zarobić nie umie... tylko uśmiechem... bielidłem, różem... na scenie! a! i na świecie! bo, spójrz, proszę, jak ja z rana wyglądam żółto, i czy mi co najprędzej nie trzeba do puszki iść, aby się do życia świeżą ufarbować młodością?
— Moja droga pani, rzekła Laura, gdybyś bez żartu chciała mi być siostrą, radą, pomocą... mnie niedoświadczonej, narażonej na tysiąc omyłek i niebezpieczeństw... miałabym dla was tyle wdzięczności, iż dzieląc z wami co mam, nie wypłaciłabym się wam jeszcze...
— A! mój Boże! ciągle się śmiejąc i bijąc w ręce, odezwała się Babetta, ja guwernantką! ja guwernantką!... a! to trzeba umierać ze śmiechu...
I twarz jej spoważniała nagle...
— Mówiłaś, dodała... dzieląc z wami co mam? a cóż ty masz?
— A! dosyć na nas dwie, na czas długi! pośpiesznie rzekła Laura.
— Tak, śliczne dziecię moje... wzdychając poczęła Babetta, która się na oknie wsparła i zapomniała, że ją ktoś podpatrzeć może... twoja rachuba wiejska myli cię pewnie! Tobie się zdaje, że możemy żyć zamknięte o suchym chlebie, a ja! jestem popsuta! ja jestem wybredna, ja choruje na fantazje, dla których się wszystkiegom wyrzec gotowa. Ileż razy nie mając koszuli, kupowałam koronki! Wziąść mnie!! tobyś dopiero wzięła kłopot sobie i męczeństwo... Wszak Pobożanin, który ma pełne kieszenie czasem, gdy wygra... a sypie nie licząc... wydołać nie może kaprysom moim.