Georges wstrzymał się, i uspokojony nieco zsiadł.

— Któż pan jesteś? zapytał.

— Jestem Honory Dobek, wysłany przez pana Salomona.

— Szanowny panie Dobek, rzekł Georges, wierzę mu na słowo, lecz czegóż się pan chcesz dowiedzieć odemnie, który nic nie wiem? Jestem Georges... wychowaniec pana hetmana... do którego dworu należę. Przyjechałem do Warszawy, potrzebowałem konia i kupiłem.

— Od kogo?

— Od Żyda.

— Jakto! na targu?

— Kupiłem, bo mi się podobał..... zapłaciłem, a sprzedający wcale mi się nie tłómaczył zkąd go wziął, zawołał Georges. Czegóż pan żądać możesz odemnie?

— Nic, oprócz trochę grzeczności, rzekł Dobek. Dawno ten koń do pana należy?

— Mam go kilka tygodni.