Było coś strasznego w opuszczonej tej izbie tajemniczej, w której ktoś żył i jakby niedawno z niej uszedł...

Rotmistrz się trwożliwie obejrzał w koło... lecz... trzebaż było już dotrzeć do końca i zaspokoić ciekawość. Rozpatrzywszy się, iż nie było nikogo, wsunęli się milczący potrząsając głowami... Od miejsca gdzie stała wrosła prawie w podłogę trumna, do drzwi drugich wiodących ku grobom, po posadzce kamiennej widoczny był ślad przesuwania jakiegoś ciężaru... Obudziło to uwagę rotmistrza marzącego o skarbach... i świecąc sobie posunął się z przerażoną już panią Dobkową, napróżno usiłującą go odwieść od dalszego pochodu... ku ostatnim drzwiom... Gdy je otwierał i podniósł w górę latarkę... jejmość w promieniu jej ujrzała stos trumien stojących jedna nad drugą i krzyknęła przeraźliwie:

— Groby!

Rotmistrz natychmiast drzwi napowrót zatrzasnął, i sam nieprzyjemnie tem widowiskiem dotknięty, co najrychlej począł zabierać się do odwrotu... słyszeli tylko świst wiatru, który wciskając się do lochu szumiał w tej pustce, śpiewając dziwnemi głosami... wybiegli coraz szybciej dążąc... do jednego loszku, potem do skarbczyka, i rotmistrz ustawiwszy latarkę, dla ogrodzenia się od nieboszczyków, co prędzej jął drzwiczki ryglować i zamykać. Odetchnęli tu dopiero... Jejmość zimny pot otarła z czoła, Poręba sapał, nie mogli oboje ust otworzyć, tak wargi drżały im ze strachu... Popatrzali na kufry z uczuciem... drzwi żelazne uchylono, i zaczęli wstępować na górę. Dobkowa mimo, iż była bardzo szczęśliwa z wykrycia tajemnicy męża, cała jeszcze sąsiedztwem tych grobów była przejęta i rada, że się znowu na powietrze i świat wydobędzie... Doszła właśnie do drzwi żelaznych... popchnęła je... nie ustępowały...

— Co to jest rotmistrzu? drzwi zaciśnięte, nie mogę otworzyć...

— Trzeba mocniej popchnąć — zawołał Poręba... Niech no jejmość mnie puści...

Rotmistrz zaważył całą siłą ramienia... ani drgnęły żelazne wrota... popchnął raz i drugi... Spojrzał czy niema klamki... Nie było z tej strony nic... nawet otwór klucza nie wychodził na zewnątrz... Poręba zbladł i trząść się zaczął, pani Dobkowa upadła na wschody łamiąc ręce...

Byli zamknięci w skarbcu pana Dobka... jeśli nie na wieki i głodną śmierć... to przynajmniej na długą pokutę obok nieboszczyków... A w tej chwili też dopalony w latarce stoczek — zagasnął...