Salomon padł na krzesło i oczy zakrył z wyrazem rozpaczliwym.

— Przybyłam to raz skończyć; nie umiesz sam... to moja rzecz?.. Gdzie dla mnie pokój gościnny?

Na to zapytanie stary struchlał i tak się zmieszał, że odpowiedzi wyjęknąć nie mógł.

— Jak się na sługę dzwoni? spytała...

Dobek nie umiał nic odrzec. Noskowa spojrzała nań pogardliwie, poszła śmiało do progu, otwarła drzwi, wyjrzała. Eliasz stał na szczęście o parę kroków, ale jak z krzyża zdjęty.

— Słuchaj-no, ty, stary! zawołała, chodź-no tu, proszę!

Powlókł się mrucząc biedny.

— Macie pokoje dla gości? opalane? zapytała...

— Ja bez jegomości samego i jego rozkazu nic nie wiem, mruknął posępnie Eliasz.

Wdowa popatrzała na niego; ruszyła pogardliwie głową.