— Z respektem! piękna głowa! rzekł stary podagryk trąc kolano... z respektem.

— W istocie, głowa piękna i od pieniędzy piękniejsza, odezwał się Tyszko, bo to własność panny rozumnej i ślicznej.

— Hę? Lubomirska? Sanguszkówna? czy co za jedna?

— Prosta szlachcianka...

— A zkądże owe kapitały?..

Tyszko ramionami ruszył.

— Gdzieś to tam w zapadłym kącie kraju snadź pokolenia długie zbierały, a tragiczna historja na świat dobyła.

— No, jakeś poczciw! powiedźże mi historję?...

Właśnie Tyszko miał już zacząć swą powieść, gdy wpadł elegant śpiesznie, zobaczył go, zawołał:

— W tej chwili pan baron będzie służyć — i — dając znaki niecierpliwe, chciał Tyszkę do dalszych pokojów z sobą zaprosić. Tyszko udawał, że nie rozumie.