— A to co Wal pogadał?

— Wal cierpi od dawna... Dobek wskazał czoło...

— A papiery te jakieś?...

— Nie wiem o żadnych... dodał więzień; nie trzeba się bardzo starać... aż do ostatka zobaczymy jak pójdzie sprawa.

— A jejmość? co jejmość?

Stary Dobek namarszczył się.

— Za grzech mój kara przyjść musiała. Za dziecko moje Pan Bóg mnie dotknął sprawiedliwie, i cierpieć powinienem... bom zasłużył.

Gdzie ono teraz to biedactwo błąkające się może bez przytułku? dodał po cichu... i łza puściła mu się z pod powiek...

Żyd usłyszawszy szelest jakiś nagle za przeforsztowaniem zniknął.

Chrapanie pana Żółtuchowskiego przeciągało się tak skutecznie do dnia, iż Dobek zaczął dopiero usypiać, gdy woźny pana komissarza przebudził.