— Milcz... jędzo! tupiąc nogą rzekł Poręba... ale milcz...

Starościna usłyszawszy summę zakrzyknęła...

— Dać jej i niech jedzie, odezwał się Poręba, ja ją odprowadzę. Niech pani idzie po pieniądze, ja zostanę, potem na pocztę i będę służył jejmości za granicę.

— Obłąkanym wzrokiem patrzała stara po przytomnych. Po co mi towarzystwo, ja nie potrzebuję przeprowadzania, rzekła, obejdę się bez waszej łaski, mam z sobą mego... narzeczonego.

Rotmistrz parsknął i splunął.

— Ja dla tego muszę asindźkę wywieźć, choćby się narzeczony miał gniewać, bo mogłabyś zostać i jutro przyjść znów wołać pieniędzy, a tego już dosyć...

Dobkowa wyszła, Lassy widząc, że przychodziło do rozwiązania, udobruchała się...

— Ja przecie nic tak wielkiego nie wymagam... poświęciłam się dla niej... poczęła do rotmistrza.

— A kto was o to prosił? zawołał Poręba... at! milczałabyś, dość tego...

Chodził tedy po gabinecie, a Lassy padła na kanapkę...