Osoba, z którą widzieć się pragnął Salomon, zajmowała tu posadę przy metrykach koronnych. Dopytawszy domu który był własnością regenta (ten mu tytuł dawano), Eliasz dostał się na drugie piętro, które on całe zajmował... Na odgłos dzwonka, stara kobieta otworzyła mu drzwi, i popatrzała zaczerwienionemi oczyma na wchodzącego, któremu, że nieznajomy jej był, najprzód drogę zaparła.

— A czego? do kogo?

— Do pana regenta... w bardzo pilnej sprawie.

— On tu nikogo nie przyjmuje; jeśli sprawa, to dokancelarji — ale — do kancelarji — ochrypłym głosem rzekła stara...

— To nie kancellaryjny interes, to rzecz prywatna... i muszę z nim chwilkę pomówić na osobności, pięć minut...

— Ale czegóż? czegóż?

— Moja pani kochana, rzekł Eljasz słodko, nic przykrego. Jestem z daleka... dwa słowa tylko...

Stara machnęła ręką.

— Tyle on ma spokoju i wypoczynku co w domu, a tu mu nie dajecie godziny...

— Pięć minut kochana pani.