— Sami jesteście?

— Pan mój z córką jedyną.

Rejent pochodził nieco, witany zewsząd krzykiem swojego ptactwa, które w niebogłosy wołało doń o pieszczoty i strawę.

— Tam się coś stało? spytał po cichu regent; powiedz mi bracie co wiesz, abym się zawczasu przygotował... Szukano!

— Wydano, zdradzono i szukano!

— Cóż znaleziono?

— Nic, oprócz tych ksiąg, z któremiśmy się nie taili... bo je pan nasz za pamiątki uważał. Archiwum i kaplica dotąd ocalały, lecz wiele na wszelki wypadek spalić musieliśmy... Dobek nasz uwięziony był.

— Puścili go?

— Nie, wykradziony został i tu zbiegł.

Regent się zadumał.