Generał spojrzał, snadź dla przekonania się, że wcale do mającej umierać nie była podobna.
— Dopieroż zjechały komissje! uwięziono... zaczęto szukać, znaleziono — okropności... Ale sekciarze ci pełno mają zauszników i przyjaciół, uciekł ten niebezpieczny człowiek z więzienia... Oddano mi tymczasowo ten nieszczęśliwy majątek do administrowania...
— A córka? spytał generał.
— Ta dawno z domu uciekła...
— I cóż się z nimi stało?
— Jak w wodę wpadli! Prawdopodobnie więcej się nie pokażą, musieli zbiedz za granicę... Oto com przeszła...
— No — ale majątek ci został, śliczna pani, odezwał się Sapora.
— To prawda, lecz cóż to jest administracja? dodała Dobkowa, ja się chcę starać, aby go dostać kadukiem...
Generał już jakby zrozumiawszy dla czego na wieczerzę był proszony i takiem wygorsowaniem przyjmowany — zamilkł.
— To trudna rzecz, odezwał się, patrząc na swe pończochy.