Starościna uśmiechnęła się. W tej chwili dano znać o wieczerzy, i generał podawszy jej rękę, poprowadził do świetnie zastawionego stołu. Na widok ostryg, i to jeszcze w takiej obfitości, uśmiechnęły mu się lica.

— Królowo moja, długo tu bawisz? zapytał.

— Sama nie wiem; a ty panie generale?

— A ja — krótko! westchnął Sapora, niestety! ten czas jeszcze mi się krótszym wyda przy ślicznej Sabinie, z którąby wieczność stała się minutą!

Spojrzeli na siebie z uśmiechem.

— Ostrygi doskonałe! słowo daję, nie jadłem u hetmana B... lepszych! Jak świeże!... A ty, królowo?

— Ja nie jadam ich!

— Szkoda! takiej delikatności przysmak!

Rotmistrz wino nalewał, generał go postrzegł i zaczął mu się przypatrywać natrętnie.

Rotmistrz mu się skłonił.