— I to zapewne powód, że książę mi nie zechcesz dopomódz?

— Przeciwko niej?

— Przeciw jej ojcu.

— A zapewne że nie chcę, mówił książę, na co mi się zdało? Po co mam palce kłaść między drzwi? Nie! nie!

— Tegom się nie spodziewała... Miałam niegdyś szczęście księciu się podobać, dodała Sabina.

— Ale dziesięć lat! dziesięć lat! dobrodziejko moja! Na mężczyznie nie wielką to czyni różnicę — lecz na kobietach...

— Książę mnie znajdujesz tak zmienioną? spytała urażona Dobkowa.

— A jakżebym mógł o tem sądzić, kiedy nie pamiętam ani owych wieczorów, ani jej wyglądania naówczas? odparł flegmatycznie książę. Oczy mam złe, a pamięć najgorszą.

— Pozostaje mi więc tylko pożegnać...

— A wiesz asińdźka, co się z jedną z tych trzech jej i moich przyjaciółek stało? dołożył śmiejąc się, poszła z jakimś szarlatanem co proroka udawał! a takie miała śliczne oczy czarne!