— I tak ją w końcu skrzywdził? rzekł hetman.

— A do czego to panie hetmanie dobrodzieju, baby nie doprowadzą! wtrącił Zarwański... Gdy to licho opęta, nie odżegnać się od niego!

Zaczęto się śmiać ze starego gdery.

— Śmiejcie się, śmiejcie, rzekł... U nas dawniej bywało inaczej; całowano jejmość dobrodziejkę w rączkę, ale trzymano w ryzie i nie dawano się brać za czuprynę. Teraz całują po nóżkach, piją z trzewiczków, kołki sobie na łbie ciosać dają — i wszystka nasza siła naciśnięta pantoflem przepadła...

Staroświeckie te teorje szlachcica, jeszcze serdeczniejszy śmiech wzbudziły — i tak jakoś wśród niego od stołu wstali, a Dobek potrafił się żwawo ukryć w tłumie ze swym rumieńcem i pomieszaniem.

Zbliżył się nieznacznie do Babetty i szepnął jej zręcznie by nikt nie podsłuchał:

— Potrzebuję się widzieć dziś z wami, koniecznie...

Ta dała mu znać skinieniem tylko, że się o to postara i odeszła... a też przypadła mała Ninon męczyć go swemi nieszczęśliwemi zaloty, z których wszyscy się do rozpuku śmieli.

Naśladowała bowiem doskonale, mimo młodocianego wieku, wszystkie ruchy, pochody, oczu strzelania, minki, gibkie postaci nagięcia dla popisu z wdziękami, jakie starsze artystki wykonywać były zwykły gdy na kogo polowały. Dobitnością tylko i maleńką przesadą Ninon czyniła je śmiesznemi, a hetman niezmiernie się cieszył z tej pojętności wyrostka, który doszedłszy do lat, arsenał gotowy mógł już cały mieć w ręku do użycia... Dobek za mało tylko dopomagał dziewczęciu, które ta obojętność kawalera gniewała. Pani St.-Georges ściskała córeczkę i całowała za tak cudownie odgrywany dramacik miłosny.

— A jabym jej za to rózgami dać kazał! mruknął Zarwański Borawskiemu na ucho, jak mi Bóg miły!