— W. Ks. Mość byłeś łaskaw nazywać mnie po imieniu Sabinką... i miałam szczęście być tu parę razy na wieczerzy z pannami... ami...

— Doprawdy? spytał stary obojętnie... nic a nic nie pamiętam... proszę!

— Teraz zowię się Sabiną Dobkową, starościną borowiecką.

— Aha! aha! rzekł roztargniony książę, bardzo mi przyjemnie.

Książę nie lubił ambry, a od starościny mocno ją czuć było — odsunął się nieco.

— Myślałam, że książę raczysz sobie przypomnieć.

— Słowo honoru, rzekł stary, nie mogę... tyle to... okoliczności przeszło... Jak to dawno, proszę starościny?

— Dziesiątek lat!

— Kawał czasu! dodał książę, i jak mnie pani teraz znajdujesz?

— Wcale niezmienionym.