Uśmiechnęła mu się smutnie.

— Jacyż bogowie nam tu was zsyłają? zawołał z uniesieniem.

— Nie bogowie, szanowny panie, odezwała się Laura, lecz jedno tylko bóztwo niefortunne — Fatum. Przychodzę do was nie jako dawna uczennica i towarzyszka, lecz jako klientka.

— Do mnie? smutnie się śmiejąc odpowiedział Bogusławski.

— Po radę...

Gospodarz zrzucił z kanapy naprędce dwa oszyte blaszkami fraki, które właśnie krawiec tam był rozłożył, i wskazał miejsce, przepraszając za nieporządek.

— Radę co do teatru, gry... wystąpienia, ofiarowałbym chętnie każdemu, tylko nie pani, która masz instynkt tak cudowny... wzywać zaś mnie do wszelkiej innej... byłoby niebezpiecznie, odezwał się powoli przypatrując swej klientce.

— A tymczasem nie o grze i teatrze na dziś mowa, rzekła Laura, mam ważne sprawy, dla których tu przybyłam, tyczące się nie mnie, ale ojca... Nie mam nikogo, coby mi chciał dopomódz.

— Kasztelanowa?

— Zamknęła mi drzwi swoje.