Na to wyznanie, stary hetman, który sam dotąd był bezżenny, a dla młodzieńca uważał ożenienie za zawiązanie mu świata... przelękły zerwał się z krzesła, pochwycił Georgesa za ramiona, i w największym gniewie, w jakim go jeszcze nigdy młodzieniec nie oglądał, krzyknął:
— Co? co? ty się żenić? ty? w twoim wieku? żona? A toś zwarjował? mais tu es fou! A to cię oddać do czubków! Jemu się żenić! żenić się! słyszeliście! Un petit morveux comme cela! żenić się...
Georges pobladł aż ze strachu i wstydu; hetman dopiero postrzegłszy się, iż stracił równowagę i ulubieńca przestraszył niepotrzebnie — siadł nieco spokojniejszy, pokazując mu krzesło przy sobie.
— Kawalerze Georges, rzekł powolniej: patrz waćpan na mnie, mam lat... no! dosyć będzie powiedzieć, że mam ich o wiele więcej niż waćpan... mam stanowisko, mam majątek... mam pewne znaczenie w świecie, a drżę na samą o małżeństwie wzmiankę, taka to jest rzecz straszna! Cóż tedy waćpan powinieneś czynić? Wieszże co to jest małżeństwo? Zdaje się waćpanu, że to tylko uścisk miłej kobiety i raj ziemski... A obowiązki? A nieustanny niepokój o serce i fantazje jejmości? a utrzymanie domu, imienia, stosunków, powagi? A przyjdą dzieci? A niewola bezustanna, niedająca spoczynku nigdy? Gdzież w waćpanu dojrzałość potrzebna do tego stanu, statek, powaga? A toby cię jejmość trzymała pod pantoflem, że tchnąć byś nie mógł.
Hetman rzadko mawiał tak długo na raz... potrzebował odetchnąć, spojrzał na bladego Georgesa i żal mu się go zrobiło, taką biedną miał minę.
— Ale mój drogi, kochaj się! jesteś swobodny, uwielbiaj, czcij kobiety, służ im... na to wszystko zgoda, do tego służy młodość... tylko, na miłość bożą, nie mów mi o ożenieniu.
Georges zmilczał.
— Chciałeś mi mówić o pannie Laurze? Jest to dla waszmości, o ile mogłem zauważyć, najniebezpieczniejsza osóbka. Gdyby chciała, mogłaby cię za daleko zaprowadzić; szczęściem, wybij to sobie z głowy, bo ona chcieć tego nie może... Dobkowie są majętni, familianci, a waćpan dotąd jesteś chevalier Georges tout court. Z czasem się to może zmienić, dziś tak jest!
— To nie przeszkadza, żebyś pan hetman nie pomógł jej w przykrem położeniu? odezwał się Georges.
— Rzecz znowu inna, odparł hetman przypatrując się swoim nogom i pończochom: waćpan wiesz jak ja interesów nie cierpię... nienawidzę, brzydzę się niemi, są mi ohydne... Swoich nie lubiąc, cóż dopiero mówić o cudzych? Wziąć na ramiona sprawę... a poprowadzić ją źle — wstyd i przykrość; żeby się zaś powiodło, chodź, jeźdź, biegaj, gadaj, proś, męcz się — a to wszystko ażeby pięknej pannie usłużyć, która ci uśmiechem zapłaci. W dodatku jeszcze, mój Georges, trzeba, żebyś wszystko wiedział — moje wpływy i znaczenie wolałbym zużytkować dla siebie — dla swoich. Mam je, ale nie mogę wyczerpywać, bo nadużywszy ich, stracę... Z tych wszystkich powodów...