— Cóż cię zapewnia, że pierwszy dla którego uderzyło twoje serce, jest tym oczekiwanym kochankiem.

— O! ja go kocham, ja to czuję! ale kochając drżę i boję się. Muszę nim mu powiem to, co mi z ust się napiera, być pewną, że i on kocha mnie całą duszą, całem sercem, że mi wszystko poświęci.

— Wszystko! są rzeczy których nawet kochance człowiek poświecić nie może.

— Tak, czci swej, poczciwości, obowiązków świętych.. — lecz siebie całego.

— Cóż myślisz?

— Nic, będę go męczyć, będę go próbować.

— I na toś go pociągnęła, ułudziła.

— Żeby kochał i cierpiał. — O! wierz ja mu to nagrodzę — nie będzie żałował...

Jeszcze szeptały między sobą, gdy Jan, któremu stary niepozwolił być więcej w Dąbrowej, szukając sposobu widzenia Julji, przyjechał pod dęby w nadziei, że ją tam zobaczy i pożegna.

Julja posłyszała tentent, Marja pierwsza domyśliła się kto jedzie, i niechcąc doczekać nowego tajemnego widzenia się, starała się pociągnąć z sobą towarzyszkę do szybkiej ucieczki. Stanowczo odpowiedziała jej Julja: