— Nie pójdę.

— Zmiłuj się, ludzie co wszystko wiedzą, dowiedzą się o naszych przechadzkach, o tem że on tu bywa — i cóż powiedzą na ciebie, na mnie.

— Niech mówią co chcą — ja robię com — powinna.

— Ale ty właśnie tego robić niepowinnaś.

— Spuść się na mnie.

Jan już zsiadał z konia i witał.

— Teraz przekonywam się, zawołała Julja, że pan polubiłeś to miejsce jak my.

— Albo miejsce, albo — tych, których tu spotykam...

— Wiedziałam, że się na tym komplemencie skończy.

— Przyznam się nawet pani, że na ten raz więcej w nadziei, iż tu panie zastanę, niż w innej jakiej myśli jechałem.