— A! dziękujemy.
— Bo w Dąbrowej być niemogę, a jutro, lub dziś jeszcze może odjeżdżam.
— Pan już jedziesz? spytała Julja.
— Jutro, lub dziś nawet.
— Koniecznie? I patrzała mu w oczy, probując siły swego wzroku.
— A! koniecznie — koniecznie.
— Tak że ani uprosić, ani wstrzymać pana.
— Ktożby prosił? ktoby wstrzymywał?
— A gdyby?
— O! niemożna! smutnie rzekł Jan.