— Czyjaż wola, jeśli nie własna wypędza ztąd pana?

— Ojca mego.

— Przed tą schylamy głowę — chociaż powiem szczerzę, szkoda nam pana. — W tej piaszczystej i kamienistej Litwie zapomniesz o wołyńskich znajomych?

— Ja — niezapominam nigdy, co raz w życiu oceniłem, do czego....

Nieśmiał dokończyć, spojrzeli na siebie.

— Jedźże pan z Bogiem! z udaną obojętnością rzekła Julja, a kiedy możemy go się spodziewać.

— Za pół roku.

— A! tak prędko!

— Prędko? mówisz pani?

— Alboż powiedziałam?