Julja mówiła szybko z udanem trzpiotostwem i obojętnością, przez którą rozdrażnienie widać było, Jan smutnie.
— Cóż to dziś mamy?
— Pierwszy sierpnia.
Julja liczyła na palcach. A więc zdaje mi się pierwszego lutego.
— Skończy się pół roku.
— W samym karnawale.
— Pierwszego więc, w sam ten dzień przystawisz się pan do Dąbrowej?
— Każesz pani?
— Alboż mówiłam, że każę? nie — a — zresztą chcesz pan żebym kazała?
— Proszę —