— Mów Julko — ufam tobie, że nie zechcesz nic, czego bym nie miała zrobić? — Ja cię tak kocham.
— Otoż to będzie dowodem twojej przyjaźni.
— Jeśli potrafię, zrobię.
— Przysięgasz mi?
— Przysięgam ci!
— Słuchaj. Ostatnią próbą postanowiłam doświadczyć Jana — któż wie czy silniejsza miłość nie grozi mi w przyszłości. Chcę spróbować stałości jego. Dał mi słowo, że przez pół roku niebytności mojej, co dzień będzie tu bywał i po godzinie zostawał z tobą. — Jeśli się nie zakocha —
Julja dokończyć nie mogła, bo Marja blada, drżąca, schwyciła się z krzesła i cofnęła na środek pokoju tak przerażona, tak zdumiona, że słowa przemówić nie potrafiła.
— I mnie rzucasz na pastwę! zawołała łkając.
— Marjo! droga Marjo! co mówisz. —
— I chciałabyś, żebym cierpiała —