— Lecz cóż się stało, mów, nie zabijaj mnie niepewnością — mówże wszystko —

— Wszystko? spytała Marja — lecz masz-że odwagę usłyszeć i wytrzymać wszystko?

— A! więc to coś okropnego, coś okropniejszego od śmierci. —

— Jan powrócić ci może, lecz nie jest dziś twoim.

Julja porwała się, odstąpiła krok.

— A! więc to ty go uwiodłaś — ty niewdzięczna — ty mnie i jego zabijasz! on ci nic niewinien. A! — nie! jam najwinniejsza. —

I odwróciła się ze wstrętem, z pogardą.

— Przyjaźń! przyjaźń, zawołała — o! to co ludzie zowią przyjaźnią, jest słodką trucizną, powolną zdradą —

— Juljo — wszystko ci powiem — obwiniaj mnie, lecz jam nic nie winna —

Jutro mnie tu nie będzie, lecz dziś ty prawdę usłyszysz.