— Jestże prawda, gdzie? powiesz mi kłamstwo na wymówkę zdrady.

Julja płakała. —

— Musisz mnie wysłuchać. — Jan długo walczył i niewiem jaka nieszczęśliwa gwiazda, jaka fatalność pociągnęła go ku mnie.

— Gwiazda?? oczy twoje, słówko twoje, uśmiechy — o! znam cię teraz niewinna.

— Ale ja ani jego, ani niczyją być nie mogę, miałam siłę mu to wyznać.

Julja się zastanowiła.

— Nie znasz całkiem mojej przeszłości, oblanej łzami, jutro cię opuszczę, dziś poznaj mnie całą.

I głosem przerywanym łkaniem z głową w czarny warkocz ukrytą, Marja powtórzyła wszystko — wszystko aż do miłości Jana, do ostatniego wyznania.

Julja słuchała i gniew jej we łzy się rozpływał —

— Daruj mi, rzekła na koniec powoli — daruj Marjo! To ja winnam wszystkiemu, tyś anioł, co skrzydło w błocie ziemi skalał; a kał dawno opadł z piór twoich. Daruj mi, przebacz nieszczęśliwej — szalonej. — Lecz powiedz mi czy żyje — o! już nie będę jego, ale niech z tobą będzie szczęśliwy, z kim zechce, byleby nie umarł. — Powiedz mi czy żyje?