— Nic a nic, ale powtarzam paniom, moje nazwisko obce nicby niepowiedziało. To mówiąc ukłonił się, spojrzał powoli na Julję najprzód, potem na Marję z jednakim wyrazem, zbliżył się do konia i ledwie chwycił za cugle, już im z oczów zniknął.
Julja cała zniespokojona, zawołała:
— O na ten raz, to coś doprawdy niepospolitego, jakaś tajemnica — niechcieć powiedzieć nazwiska!
— Gorzej moja Julko, żeś tak niepotrzebnie wdała się w rozmowę.
— Marjo! ty zawcześnie mniszką siebie i mnie chcesz zrobić w dodatku. Cóż tak złego, rozmowa! obojętna!
— Mówiłaś tak żywo.
— Wiesz że inaczej nieumiem.
— Co on pomyśli o nas.
— Co? żeśmy młode i ciekawe.
— A jeśli powie sobie — zalotne?