— Marjo droga, alboż my tego potrzebujemy? mój Boże — nie dośćże jednego spojrzenia twoich ciemnych łzawych oczów, moich niebieskich wesołych, żeby uplątać człowieka. — I przyznam ci się, patrzałam na niego z całej siły, a jeśli go to wejrzenie nie zapali, nie rozmarzy, nie pociągnie, o! gotowam jak ty wstąpić do klasztoru.

— Widzisz Julciu — to już zalotność. Tyś zimna, a chcesz go pociągnąć ku sobie, jest to występkiem, droga moja. —

— Zimna, a któż ci to powiedział?

— A! co ty pleciesz.

Julka pierwszy raz zarumieniona, ukryła twarz na ramieniu towarzyszki, ale rychło podniosła ją śmiejąc się.

— Widzisz jakem cię nastraszyła — ale ja żartowałam tylko; o! wierz mi, to było żartem. Któż się może tak nagle pokochać.

— Siostro — bo mi cię tak wolno nazywać, nikt inaczéj nie kocha jak nagle. — Słyszałam, czytałam, wiem — miłość przychodzi z jednem wejrzeniem.

— Doprawdy? możesz to być —? I Julka poczęła żartować, a tak w pół serjo, w pół śmiejąc się doszły do dworu; Marja zwróciła się do ogrodu. Julja do babki, ale wprzód rozwiązała kwiaty i sznur zielony uniosła z sobą. Już w ganku zastanowiła się przyglądając mu bacznie i z uciechą dziecinną postrzegła na kutasach sutych wiszących u końca głoski J. D., zapewne poczynające imię i nazwisko właściciela. Pospieszyła do babki ze swoją zdobyczą, i choć staruszka łajała ją trochę, choć naganiała rozmowę, a bardziej jeszcze za branie sznura, potrafiła się wytłumaczyć, uniewinnić i pocałunkami a pieszczotami wymówić od napomnień. A bojąc się by wina nie spadła na Marję, wcześnie wszystko wzięła na siebie.

— Teraz, rzekła do babki, musimy koniecznie dowiedzieć się kto to taki. Przypatrzyłam mu się — widać że dobrze wychowany i majętny chłopiec, choć w sukmanie jeździ. Kóń drogi i piękny, wszystko koło niego wytworne, bogate prawie — Babciu, to być niemoże, żebyśmy się nie dowiedziały, co to za jeden przecie.

— A jaki z ciebie ciekawiec! kiwając głową rzekła staruszka — jużciż ci dogodzić potrzeba, bo tajemnica główkę ci przepali. — Sięgnęła za dzwonek i w tejże chwili prawie Wojciech się ukazał.