— A! jakżeś ty zabawna! smutnie odpowiedziała po chwilce namysłu wewnętrznego czarnooka.
— Zabawna! słyszysz ją? Ty mi nie wierzysz?
— Wierzę, że dzisiaj tak myślisz! ale jutro — jutro tak odmienia!
— U mnie wczoraj, dziś, jutro — Jedno!
— Droga, zapalasz się —
— Całe życie jestem zapalona.
— Słuchaj! a gdybyś kochała nie kochaną?
Blondynka zastanowiła się, otwarła oczy wielkie — No, to cóż? będę się starać o jego miłość z umiarkowaniem; a jeśli mnie nie pokocha — no — to — to —
— Sprzeczasz się sama z sobą — Z umiarkowaniem? gdzież twoje umiarkowanie, którego się wyparłaś przed chwilą? Dokończ więc, cóż będzie jeśli nie pokocha?
— To potrzebuje namysłu! Czyż wiem coby natenczas zemną było. Umarłabym — albo, albo — O! niewiem — kto to takie robi przypuszczenia dla mnie, co jestem niepochlebiając sobie — wszyscy mi to mówicie — ładna jak aniołek, zła jak szatanek i doprawdy, sama przyznaj — że wcale nie głupia. —