— Ale szalone i nie jeden zapragnąłby z nich korzystać, — oni tak dobrze grają jaką chcą rolę.
— Nie zemną! Niechże wprzódy przebędzie próby i złoży dowody. — A! naówczas, gdy pokocham, gdy będę pewną, że mnie kocha — jego jestem cała, na wieki. Niekochając i głowy nawet nieodwrócę i próbować nie będę — Na co?
— A nuż pójdziesz za mąż bez miłości?
— Ja? ja? To mówiąc rozśmiała się na całe gardło i pokazała białe jak śnieg ząbki drobniuchne, ostre, gęsto w ustach zasiane. Ja? pójść za mąż tak sobie, jak to wy wszystkie idziecie? — Prawdziwie, gdyby to kto inny mówił? ale ty moja droga, co mnie znasz. —
— A! wszystko się trafia na świecie!
— Nie! nie! nie! — I wziąwszy się oburącz za głowę, blondynka zakręciła się w kółko, potrzęsła nią i ruszając ramiony, usiadła znowu na zielonej murawie pod dębami.
— A gdyby?
— Gdyby, mówisz? Niechże mój przyszły małżonek wcześnie sobie stryczek nagotuje, bo pewnie do pół roku powiesić się będzie musiał, rozumie się, jeśli sobie w łeb nie strzeli, czego mu nie bronię. — Takiej żony świat nie widział, jaką bym ja była.
— Z twojem anielskiem sercem —
— Tak, z mojem! Mam serce, mam, ale też kiedy to serce zabije nienawiścią, gniewem, wstrętem; z drogi panowie! z drogi!!