— Widać, że pan jak my polubiłeś to miejsce, odezwała się Julja, pomimo cichych prośb Marji, która dalszą odradzała rozmowę. —
— Dziś jestem tu zupełnie przypadkiem; koń, któremu puściłem cugle, sam mnie tu zaniosł.
— Mamy więc podziękować koniowi. —
— Nie — ale ja za mego konia powinienem przeprosić.
— Przeprosić, za co?
— Za natręctwo, za włóczęgę. —
— Któż może panu zabronić chodzić i przesiadywać gdzie zechcesz?
— O! najpierwszy pan Łada — rzekł młody człowiek, uśmiechając się.
— Jakto? pan go znasz? wielkie robiąc oczy spytała Julja.
— Ja znam wszystkich.