— No cóż ci tam piszą? spytał ojciec. —
— Starościna —
— Jakto? sama starościna. —
— Tak, ona podpisana. —
— Cóż tedy?
— Ośmiela mnie i zaprasza do swego domu.
— Tam do kata! honor wielki! odparł Darski poczynając spokojnie jeść krupnik. Teraz chłopcze zginąłeś. —
Jan znów w rękę pocałował i jakby go przepraszał — rzekł cicho —
— Pozwolisz ojcze? —
— Co ja ci mam pozwalać lub bronić; nie jesteś młokos, masz lub powinieneś mieć rozum. I zabronienie na nicby się tu nie przydało — jeźli ci to już smakuje, nie tu to gdzieindziej znalazłbyś co lubisz. Niech się dzieje wola Boża! — Jako ojciec, radzić będę — gderać mogę, płakać nawet — ale bronić nie myślę. Daj tylko Boże, żebyś w istocie trafił do tego szczęścia, które tam widzisz i nie zaszedł gdzie nie myślisz.